logo fajka.info

fajka.info

  • fajki
  • Mikrus MR-300
  • Artykuły
    • Mikrus "Mister Rajdu Mielec-Konin 1977r."
    • Mikrus nasza mielecka legenda
    • Mikrus stuknęło 60lat

G A Z E T A L O K A L N A Nr 30(40) WYDARZENIA 24 lipca 2007


50 lat minęło....

Mikrus nasza mielecka legenda

Na zdjęciu: konstruktorzy Mikrusa od lewej inż. Jerzy Dębicki, inż. Józef Zybura i mgr inż. Stanisław Duszkiewicz. fot: fajka.info
Na zdjęciu: konstruktorzy Mikrusa od lewej inż. Jerzy Dębicki, inż. Józef Zybura i mgr inż. Stanisław Duszkiewicz.
foto: fajka.info

Z konstruktorami mieleckiego Mikrusa — Jerzym Dębickim, Stanisławem Duszkiewiczem i Józefem Zyburą rozmawia Anna Lemiszewska.


Zacznijmy od pytania, dlaczego zaprzestano produkcji „Mikrusa”?

Sytuacja polityczna, która wtedy w Polsce panowała uniemożliwiała rozwój tego co zapoczątkowaliśmy. Ale to dłuższa historia. Otóż gdy z Targów Poznańskich jakie odbywały się w ówczesnym czasie, przeniesiono stoisko z Mikrusem do Moskwy zaczęły się problemy. Moskiewska wystawa dotyczyła okresu 15-lecia osiągnięć Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.

Czy ten model samochodu cieszył się dużym zainteresowaniem?

Tak. Było to wydarzenie w bloku wschodnim. Moskwianie licznie przybyli wówczas na te wystawę. Ale nie tylko oni. Byli też wśród nich dziennikarze z rożnych gazet, nie tylko z terenu Moskwy. Zresztą w ZSRR wszystko to, co było swego rodzaju „trendem”, było w centrum zainteresowania władz partyjnych.

Skąd pomysł na polski, niewielki, a do tego małolitrażowy samochód?

Wiemy jaka była wtedy polityka państwa i co odczuwali ludzie. Każdy tęsknił za wolnością. I tutaj tę wolność pojmowano jako stworzenie czegoś własnego, czegoś co będzie naszym wspólnym sukcesem. Pomysł na ten samochód powstał spontanicznie. Odrobinę po amatorsku, ale z wielkim entuzjazmem i zapałem. Mieliśmy pomysł, a każda możliwość dokonania czegoś na własny rachunek to furtka do 50-latki przed mieleckim SCK. To dawało nadzieje na lepsze jutro. Na samodzielność, lub chociaż jej namiastkę wolności.

Jak wielu ludzi brało udział w tym projekcie?

To nie da się tak skrótowo... Rozumiem, że to kawał życia, kawał mieleckiej i polskiej historii... To prawda, ale było tak: nastąpił podział konstruktorów na WSK na grupę lotniczą i grupę motoryzacyjną. My byliśmy w tej drugiej oczywiście, bo każdy z nas jak tu siedzimy skończył studia na wydziale dotyczącym motoryzacji. I tak sobie tworzyliśmy projekt kiedy nadarzyła się tylko możliwość. Natomiast grupa lotnicza, to byli konstruktorzy samolotów i szybowców.

To znaczy, że konstruktorzy lotniczy też mieli wtedy swoje sukcesy?

Te konstruowane przez nich samoloty i szybowce tak naprawdę były w fazie projektów. Jeśli mówić tu o sukcesie, to na pewno odnieśliśmy wszyscy sukces jako konstruktorzy własnych, zespołowych pomysłów. Wszyscy uważaliśmy, że należy przejść z dużych maszyn na małe. Te dwie kwestie na pewno nas łączyły. Odróżniała nas droga do osiągnięcia celu.


Na zdjęciu: Prezentacja Mikrusów uczesytników imprezy. fot: fajka.info
Na zdjęciu: Prezentacja Mikrusów uczesytników imprezy.
foto: fajka.info

Jak wyglądało projektowanie Mikrusa w takim razie?

Projektował go sztab ludzi. Ja, jako koordynator projektu mogłem dobrać sobie ludzi według własnego uznania. Zaprosiłem do współpracy w biurze konstrukcyjnym moich kolegów z którymi tu dziś jestem. Oczywiście nie tylko my byliśmy w zespole. Było też wielu innych kolegów, których już między nami niestety nie ma. Tak jak mówiłem to był entuzjazm i chęć tworzenia, wyrwania się, pokazania, że potrafimy zrobić coś swojego, coś dla siebie i coś co będzie hitem jak na tamte czasy.

Jaki wtedy był cały zamysł Mikrusa?

Przede wszystkim miał to być samochód, małolitrażowy jak już mówiłem i dostępny dla wszystkich. Miała to być moda na mały samochód na który wszystkich stać i którym wszyscy chcieliby jeździć.

Czy tak się stało jak panowie myśleli?

Skoro samochód naszego projektu był produkowany 3 lata, to można powiedzieć, że tak. Jednak tu trzeba nadmienić, że nie był wcale tani. Komisja do spraw cen wyrobów motoryzacyjnych nie wzięła pod uwagę naszych obliczeń i kalkulacji. Cena Mikrusa wahała się od 30 tys. zł — to cena zaproponowana przez nas — do 55 tys. zł. Taką cenę zaproponowała komisja. Samochód był drogi. Można porównywalnie powiedzieć, że motocykl Junak kosztował wtedy ok. 25-27 tys. zł. Samochód nie mógł być tańszy.

Ale przecież jak można zauważyć w filmach z końca lat 50 i początku 60. każdy jeździł przeważnie Mikrusem?

No tak. Bo był mały i zalewał polski rynek motoryzacyjny.

Dlaczego w takim razie zaprzestano produkcji, to była swoista żyła złota dla polskiej gospodarki?

Zacznę od tego, że Mikrus schodził z taśmy produkcyjnej w latach 1957-1961. Był zaawansowany technologicznie, 300 cm silnik, 12 koni mechanicznych. To było to. Nagle po wspomnianej wystawie w Moskwie na WSK przyszedł telefonogram. Sam go odebrałem. To był nakaz od ówczesnego pierwszego sekretarza PZPR Władysława Gomułki. Były tam tylko dwa słowa: przerwać produkcję.

Wyjaśnień nie było? Dlaczego tak się stało?

Nie, nikt nic nam nie wyjaśniał. Takie czasy. To tak jakby oderwać się od ziemi i z hukiem spaść niespodziewanie w dół. Później oczywiście przyszła formalna dokumentacja dotycząca zakończenia produkcji, ale dalej nikt nic nie wyjaśniał.

A ludzie, jaka była ich reakcja w biurze konstrukcyjnym?

Hmm... przede wszystkim rozczarowanie, tym bardziej, że każdy z nas wiązał z tym projektem plany i ambicje zawodowe. Biuro musiałem rozwiązać w ciągu kilku dni. Zebrałem wszystkich i powiedziałem, że niestety kochani, to koniec produkcji, koniec biura konstrukcyjnego. Musicie poszukać sobie nowej pracy. Było nam wszystkim przykro.


Na zdjęciu: A tu widzowie podziwiają serce Mikrusa. fot: fajka.info
Na zdjęciu: Widzowie podziwiają serce Mikrusa.
foto: fajka.info

Znając mentalność Polaków tamtego okresu myślę, że panowie nie spoczęli w staraniach o reaktywacje produkcji?

Oczywiście, że nie. Były plany powiększenia Mikrusa, włożenia mu pod maskę 24 koni mechanicznych i powiększenie silnika. Chcieliśmy uzyskać licencje. Prawda jest taka, że Rosjanie rozpoczęli produkcje Zaporożca. Nie chcieli go eksportować. Nie produkowali go w takiej ilości, aby zalać rynek bloku wschodniego. W związku z tym my też — zdaniem władz - nie powinniśmy byli się wychylać z własną produkcją.

Jak wyglądały straty fabryki?

Nie straciła tylko jedna mielecka fabryka. Wszystkie bezsłupowe hale przygotowane do produkcji tego samochodu poszły na złom. Były do niczego nieprzydatne. Na zaprzestaniu produkcji stracił też jeden z łódzkich zakładów, produkujących podzespoły do Mikrusa.

Co panowie robili po nakazie zaprzestania produkcji Mikrusa?

Wróciliśmy do wykonywanych zawodów. Wszystko dalej było związane z motoryzacją, ale to już nie był ten „wolnościowy” pomysł. Zastąpiły go wyroby nielotnicze, badanie silników wysokoprężnych, czy pomp wtryskowych. Trzeba było zarabiać na życie. Dziś miło nam patrzeć, że pasjonaci naszego pomysłu i mieleckiej dumy przyjechali tu po 50 latach od chwili gdy chcieliśmy stworzyć coś naszego. Wtedy i dziś to bardzo ważne dla nas wydarzenie.

Kilka ciekawostek o Mikrusie


Ten małolitrażowy samochód, to dzieło nie tylko polskiej myśli motoryzacyjnej i technicznej. To także aktor, bohater artykułów licznych czasopism motoryzacyjnych i różnorodnych publikacji. Należały do nich między innymi „Mikrus w Ilustrowanej Encyklopedii Samochody”, czy „Kochajmy stare gruchoty” Aleksandra Rostockiego. Obie publikacje pochodzą z 1977 roku.


Nie zapomniano o nim także w ulotkach reklamowych informujących, że to najlepszy mikrosamochód do nabycia za gotówkę i na raty. Wszystkie przelane na papier informacje o tym minisamochodzie nie zatrą wspomnień filmowych. Bo kto z nas nie pamięta Mikrusa przemierzającego ulice Warszawy w kadrach z filmu „Nie lubię poniedziałku” (1971)? Faktycznie młodsze pokolenie widzów może nie rozpoznać marki mieleckiego samochodu, ale większość będzie wiedziała, że to był znak czasów. Oczywiście Mikrus nie był aktorem jednego filmu. Wystąpił także kilkakrotnie w Polskiej Kronice Filmowej w latach 1958 i 1991.


Bez niego nie obyła się także „Wojna domowa” (1965). W filmie „150 na godzinę” główna postać zdaje egzamin na prawo jazdy siedząc właśnie za kierownicą Mikrusa, a „Legendy PRL — Mikrus” nie byłby już nigdy tak barwny technicznie. Najbardziej znanym współczesnym filmem, w którym użyto Mikrusa jako rekwizytu był „Mój Nikifor”.


Trudno sobie wyobrazić dziś te wszystkie filmy bez niego. Dodawał kolorytu i smakował myślą wolnościową. Był osiągnięciem 15-lecia PRL i solą w oku Wielkiego Brata. Mimo tych wszystkich niepowodzeń i trudności jakie napotkały jego konstruktorów, Mikrus będzie świadectwem spontaniczności i tworzenia tożsamości nie tylko polskiej, ale i lokalnej na przestrzeni minionych, trudnych lat.


artykuł w Tygodniku WYDARZENIA nr30(40) 24-lipca-2007

Wydarzenia - mielecka tygodnik lokalny, wychodził w latach 2006-2007.

opracował: AS - fajka.info
fajka.info copyleft copyleft  2026